materace - kantówka klejona - zakopane mieszkania - avast - Nadwaga - ksylitol - Krzesła - Gotowanie z x3m.pl - biuro rachunkowe - kredyty - rowery górskie - komputery stacjonarne - Kontenery magazynowe - projekty domów - szkolenia online

Untitled Document

Odrębność poety od nowatorskich nurtów poetyckich daje się obserwować jeszcze wyraźniej w strukturze wierszowej. Lechoń był pod tym względem wierny w zasadzie założeniom grupy skamandryckiej. Nie wyszedł w swej twórczości poza numeryczne systemy wiersza. Sylabizm - to główna forma wer-syfikacyjnego ukształtowania jego utworów, sylabizm w swych formatach najbardziej tradycyjny. Obok niego, rzadszy, sylabotonizm. Sporadycznie - wiersz toniczny. Wszystko to najczęściej w regularnych układach stroficznych. Wersyfikacja awangardy była rewolucją w poezji, a skutki tej rewolucji obserwujemy do dziś. Tradycyjny rytm, polegający na mechanicznej powtarzalności grup akcentowych, ustąpił innemu pojęciu rytmu, rozumianego jako zawsze swoista, jedyna dla danego utworu melodia, podkreślająca wewnętrzne jego związki znaczeniowe i strukturalne; co za tym idzie - nastąpiło rozbicie dawnych struktur wierszowych i ekspansja wiersza nieregularnego i wolnego. Ostał się w tym programie rym, ale i jemu przypisano inną funkcję - miał on być teraz jedynie spoiwem związków treściowych, a nie muzycznym ornamentem utworu. Wykluczono rymy bliskie, rymy zbanalizowane, rymy regularnie powtarzalne i pełne - na rzecz dalekich, głównie niedokładnych (asonansów, konsonansów, rymów niepełnych). A Lechoń był konsekwentnym zwolennikiem i obrońcą rymu. Tolerował wprawdzie w poezji wiersz biały, dopuszczał asonans, w swej praktyce pisarskiej pozostał jednak wierny tradycji rymowej. "Ja sam nie używam asonansów - mówił w wywiadzie dla - bo wydaje mi się, że to, co chcę powiedzieć - muzykę i obrazy - osiągam, rymując jak klasycy, romantycy i, o czym się nie pamięta, jak Mallarmć i Valery [...] Rym wydaje mi się wywoływaczem asocjacji, obrazów, niemal duchów, bez którego trudno mi się obyć. Jego rzekoma sztuczność to są więzy, przez które poezja zarazem wybucha i trzyma się w ryzach. Uwielbiam rym, jak uwielbiam taniec klasyczny. Mój przepis, którego zresztą nikomu nie polecam, to nie ale , nie tylko na końcu, ale i w środku wiersza"75. Istotnie, często używał rymów wewnętrznych, zwłaszcza w późniejszym okresie swej twórczości, kiedy to stają się one w niektórych utworach (Sarabanda dla Wandy Landowskiej, Grobowiec na Harendzie) istotnym wyznacznikiem brzmieniowej struktury wiersza.
Wiele pisano o mistrzostwie Lechonia w konstruowaniu pointy. Ten typ zamknięcia utworu (a niekiedy również jego części składowych - poszczególnych strof) był świadomie przyjętym elementem programu poetyckiego. Sam poeta kilkakrotnie o tym się wypowiadał. "Większość swoich udanych wierszy [...] zaczynałem od końca. Finał - to jest idea, akord ostateczny, który trzeba rozwinąć wciąż pamiętając, że wszystko ma do niego prowadzić" - pisał w Dzienniku16. Znów w opozycji do programu awangardy, która odrzucała pointę - albowiem w postulowanej zwięzłości wypowiedzi cały wiersz miał się składać z samych point.
To obszerniejsze zestawienie twórczości Lechonia z poetyką awangardy ukazuje, którędy biegł główny trakt rozwojowy nowej poezji polskiej - i jak się z nim rozchodziła droga poety. Tak zwaną "nową sztukę" Lechoń traktował z niechęcią - i chyba nie bez uprzedzeń. "Nie ma żadnego postępu w sztuce
- mówił - są tylko prawdziwi twórcy, którzy są sobie wszyscy współcześni, i nędzni albo zacni naśladowcy, którzy bez względu na epokę zarówno są diabła warci"77. Owa nieufność do wszelkiego nowatorstwa miała głębsze podłoże. Pamiętać bowiem trzeba, że nurty awangardowe (nie tylko literackie) wiązały się często z ideologią lewicy społecznej. Już to dla Lechonia mogło być ostrzeżeniem. A i w sferze sztuki były nurtami rewolucyjnymi, niszczącymi utrwalone kanony, rzucającymi wyzwanie przeszłości. Były próbą obalenia istniejących układów kulturowych
- a więc i społecznych. To, co powiedziano wyżej o społecznych poglądach Lechonia, dodatkowo objaśnia jego stanowisko wobec "nowej sztuki". Sam siebie określał jako "zakamieniałego tradycjonalistę"78. Było w tym zapewne nieco minoderii - ale na pewno była to prawda.
W latach wojny tradycjonalizm ten brzmiał innymi jeszcze znaczeniami. W sytuacji zagrożenia bytu narodowego ciągłość wielkiej tradycji historycznej i kulturowej była jednym z argumentów na rzecz trwałości istnienia narodu i państwa. Wydobycie z historii tego, co mogło się wydawać ponadhistoryczne, niezmienne, a także niesprzeczne wewnętrznie i harmonijne -miało duże znaczenie dla kształtowania wojennej świadomości Polaków. Na swój sposób czyniła to poezja, ta zwłaszcza, która przyjęła na siebie obowiązek współuczestnictwa w walce. Świadczyć o tym mogą omówione wyżej kryteria doboru motywów, sposoby gospodarowania nimi, tradycyjność wersyfikacji. Jednym z warunków tak widzianych celów poezji była jej komunikatywność, a więc - między innymi - jednoznaczność przywoływanych symboli, rezygnacja z reinterpretacji mitów (stąd też -pełny rozbrat z ironią lub pastiszem), schematyczność znaków ("kanoniczne, szkolne, podręcznikowe obrazy postaci i postaw"79). Iluzję harmonii dziejów współtworzyć miały wypreparowane z literackiej przeszłości "poetyzmy anonimowe" (termin Edwarda Balcerzana) - czyli środki wypowiedzi nie nacechowane programem określonej szkoły poetyckiej, niejako "ponadgru-powe" czy "ponadprogramowe", wspólne. Częste zastosowanie znajdował w tej poezji cytat, stanowiący w sposób najoczywist-szy transmisję dzieł przeszłości w teraźniejszość. Tak rozumiany tradycjonalizm znamienny był dla znacznej części polskiej poezji wojennej; jego świadectwa znaleźć można u poetów tak różnych, jak Kazimierz Wierzyński i Leopold Staff, Władysław Broniewski i Kazimiera Iłłakowiczówna, Jarosław Iwaszkiewicz i Mieczysław Jastrun. Lechoń był jednym z wielu, choć zasadnie sądzić można, że pod tym względem jednym z najznakomitszych.
Sąd o swym "zakamieniałym" tradycjonalizmie sformułował poeta w roku 1951. Paradoksalnie wtedy właśnie, gdy już grupa Skamandra od dawna nie istniała, a jej przedwojenna poetyka należała w większym stopniu do historii niż życia, Lechoń stał się bardziej "skamandrycki" aniżeli w latach Karmazynowego poematu czy Srebrnego i czarnego. Skamander jednak, mimo iż w latach dwudziestych niósł ze sobą świeży powiew nowości, już wówczas w zakresie środków wypowiedzi raczej zamykał pewne procesy w poezji polskiej, niż otwierał nowe. W latach wojny i powojennych jego poetyka przesuwała się w cień przeszłości. W tych utworach, w których Lechoń do niej nawiązywał, dostrzec można już nie tylko tradycjonalizm, lecz epigonizm. Poeta wiedział o tym. Na pół żartobliwie, na pół melancholijnie podsumowywał swą twórczość lat ostatnich w wierszu zatytułowanym: Poeta niemodny.
IV. RZUT OKA NA DZIEJE RECEPCJI
Lechoń od razu zdobył sobie publiczność, od pierwszych wierszy w , od pamiętnej recytacji Mochnackiego w kawiarni "Pod Picadorem" jesienią 1918 roku. Karmazynowy poemat i Srebrne i czarne przyjęte zostały z najwyższym uznaniem i utwierdziły pozycję autora wśród rówieśnych mu poetów. Bliscy grupie Skamandra krytycy: Wiłam Horzyca, Karol Wiktor Zawodziński pisali o nim z entuzjazmem. Ale i inne glosy krytyczne oceniały oba zbiorki jako osiągnięcia wybitne. Emil Breiter pisał o Lechoniu w roku 1924 jako o "najświetniejszym poecie młodego pokolenia"80, miejsce ważne w poezji tych lat wyznaczali mu w swych syntetycznych zarysach współczesnej literatury polskiej Leon Pomirowski i Kazimierz Czachowski81. W roku 1925 Lechoń otrzymał (ex aeąuo z Kazimierzem Wierzyńskim) nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Później nadszedł czas oczekiwań. Dalsze tomiki się nie pojawiły; za to - rzecz w owym czasie rzadka, choć będąca udziałem i innych skamandrytów - oba cykle ukazały się jeszcze we wznowieniach (pierwszy - dwukrotnie) przed rokiem 1939. Echa krytyczne reedycji były minimalne. Pojedyncze wiersze Lechonia pojawiały się z rzadka w czasopismach. W roku 1935 poeta otrzymał Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Rozgłos jego trwał, ale sławy tej nie podsycały nowe wybitne dokonania.
Wojna i polityka skomplikowały dzieje recepcji Lechonia. Lutnia po Bekwarku i Aria z kurantem, wydane w Stanach Zjednoczonych, w środowisku obcym, w latach, gdy powszechna uwaga zaprzątnięta była przebiegiem walk i powojennych rozgrywek dyplomatycznych, musiały przejść niemal przez krytykę nie zauważone. (Za to czytelnicza popularność ich autora była w latach wojny, jak to już wspomniano, ogromna.) W roku 1952 Lechoń otrzymał nagrodę literacką Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Nieco głosów krytycznych wywołały dopiero Poezje zebrane 1916-1953 (Londyn 1954) - na emigracji. W kraju bowiem dwanaście lat powojennych niełaskawych było dla poety. W okresie 1945-1946 pojawiło się kilka przedruków jego utworów, jeden artykuł o nim. W następnych siedmiu latach nazwisko Lechonia znikło całkowicie, aby sporadycznie wypłynąć w roku 1955. Było to spowodowane ogólną sytuacją polityczną kraju i polityką kulturalną, administracyjnym zakazem odrzucającą bezapelacyjnie i w całości dorobek literatury emigracyjnej. W tym czasie wiele nowych wierszy Lechonia ukazywało się w Nowym Jorku i Londynie, w czasopismach i antologiach.
Ten stan rzeczy przerwany został w roku 1956. Dwie były tego przyczyny: pierwsza - to zmiana atmosfery politycznej i dopuszczenie do obiegu wielu dzieł powstałych na Zachodzie; druga - to zgon poety, co stało się bodźcem do licznych przypomnień i podsumowań. Okazało się wówczas, że Lechoń nie został zapomniany. W roku tym w prasie krajowej ukazuje się ponad 50 publikacji jego utworów, ponad 40 artykułów o nim i wspomnień. Wkrótce wychodzi spod prasy pierwszy po wojnie, obszerny wybór jego wierszy: Poezje (1957) w opracowaniu Mariana Toporowskiego (choć brak w nim Poloneza artyleryjskiego, Piłsudskiego i garści innych godnych pamięci utworów). Pojawia się też wiele poetyckich hołdów dla autora Karmazynowego poematu; piszą o nim lub dedykują jego pamięci wiersze Jerzy Hordyński, Anna Kamieńska, Marian Piechal, Włodzimierz Słobodnik, Antoni Słonimski, Aleksander Wat i wielu innych; z poetów emigracji pomiędzy innymi - Kazimierz Wierzyński. Na Zachodzie, prócz wspomnień i szkiców, ukazuje się specjalny numer londyńskich , poświęcony Lechoniowi, wydany następnie jako odrębna książka: Pamięci Jana Lechonia (Londyn 1958).
W latach następnych, wśród zmiennych fluktuacji polityki kulturalnej, zainteresowania poetą trwają nadal. Mniej są widoczne na kartach czasopism literackich, bardziej - w innych formach. Ukazują się wybory jego poezji (1963 - powtórzony w dwu dalszych wydaniach; 1966, 1977,1979). Wiersze Lechonia pojawiają się w radiu, telewizji i na estradzie. W roku 1975 łódzki Teatr Nowy daje inscenizację Dziennika (Pamiętnik intymny, według scenariusza Stanisława Kaszyńskiego).

biżuteria : plandeki : zarządzanie ryzykiem : tłumaczenie : perfumy : ogrody : prace licencjackie : stoliki : garnitury ślubne